czwartek, 4 września 2014

KLESZCZ-CZYSTEK


 

Przytrafiła mi się dość zadziwiająca przygoda :) W pewien czwartek zauważyłam, że mam kleszcza w pachwinie.... Szok.... W sumie nie byłam pewna czy to kleszcz ponieważ nigdy niczego takiego nie miałam... Ze smutkiem na twarzy w piątek ruszyłam do przychodni i wyglądało to tak....
W rejestracji zgłosiłam moje podejrzenia. Panie skierowały mnie do gabinetu zabiegowego. Poczekałam w kolejce i gdy nadeszła moja kolej usłyszałam.....To nie jest kleszcz(dodam że oględziny zostały dokonane w dość znacznej odległości) To pewnie brodawka i Pani ją sobie podrażniła. Kto jak kto ale ja chyba najlepiej znam swoje ciało i nic mi nie było wiadomo żebym w tym  miejscu miała brodawkę.... Ok.... Pytam czy powinnam iść z tym do lekarza? Panie popatrzyły na siebie w sumie nie widziały potrzeby ale dodały...JAK CZUJE SIĘ PANI ZANIEPOKOJONA TO PROSZĘ UDAĆ SIĘ DO LEKARZA....
Zarejestrowałam się i czekam znowu na swoja kolej....nareszcie udało się wchodzę do gabinetu.... Miła Pani doktor po dokonaniu oględzin(znowu z dość znacznej odległości) wypisała mi skierowanie do chirurga na wycięcie brodawki. No cóż ja lekarzem nie jestem....skoro Panie pielęgniarki i Pani doktor po dość ''wnikliwej analizie '' stwierdziły, że to brodawka nie pozostało mi nic innego jak to zaakceptować....
W niedzielę moja brodawka mała kuleczka zmieniła się  powiedzmy w wyschniętą krostę.... Wszystko by może było dobrze ale ta krostka mi po prostu odpadła..... Więc ja dociekliwy detektyw biorę moją małą, wyschniętą jeszcze wtedy brodawkę i ją pod mikroskop(jak dobrze mieć dzieci). Oglądam z każdej strony w różnych powiększeniach i co znowu szok!!!!! moja BRODAWKA MA ODNÓŻA!!!!!! Zapakowałam do pojemniczka i z nieciekawą miną w poniedziałek ruszam do przychodni(muszę dodać,że z mikroskopem pod ręką) Przyrząd ten zabrałam ze sobą bo stwierdziłam, że skoro wcześniej nikt nawet nie pofatygował się żeby użyć chociaż lupy to pewnie przychodnia nie posiada.... Udaje się do tej samej Pani doktor i oznajmiam jej, że moja brodawka to kleszcz.... Pani doktor dość zdziwiona....Ja na to, że mam go przy sobie i mam również mikroskop jak by chciała obejrzeć.... Pani doktor ze stoickim spokojem stwierdza, że mikroskop nie jest potrzebny bo ma szkło powiększające.....niesamowite a jednak na wyposażeniu przychodni jest szkło powiększające....szkoda że wcześniej nikt na to nie wpadł.... Z uśmiechem na twarzy Pani doktor stwierdza, że to faktycznie kleszcz i niesamowite jest to, że od razu tego nie zauważyła.... Pierwsze moje pytanie dotyczy boreliozy.....może jakiś antybiotyk albo jakieś badanie krwi..... Niestety Pani doktor uznaje, że nie jest to potrzebne bo nic się nie dzieje. Mało tego badanie krwi na borelioze nie jest refundowane przez NFZ. Czyli jednym słowem odesłano mnie z kwitkiem a tak faktycznie z kleszczem w kieszeni....
No ale ja tak łatwo się nie poddam. Postanowiłam z tą sprawą wybrać się do kierownika przychodni...kto jak kto ale on powinien być najbardziej kompetentną osobą w tej placówce(warto dodać, że również jest lekarzem) Spotkanie było bardzo interesujące....
Przedstawiłam Panu całą sprawę i moje obawy, że zbyt wolna reakcja mogła spowodować zarażenie boreliozą. Chciałam się coś więcej dowiedzieć na ten temat poznać również jego zdanie jako lekarza. Jak on ustosunkuje się do tej sytuacji jak zostałam potraktowana przez jego podwładnych(ja rozumiem, że każdy może się pomylić, jesteśmy tylko ludźmi ale pomyłka a zlekceważenie to dwie różne rzeczy) Pan kierownik nie przyjął żadnego stanowiska....nie udzielił mi żadnych odpowiedzi na temat choroby, odsyłając mnie do lekarza(ciekawe kim on jest...?) Na sam koniec odmówił mi badania krwi w kierunku boreliozy i dodał, że jeżeli mam życzenie to mogę złożyć do niego pisemną skargę dotyczącą tej całej sytuacji......ciekawe co by z nią zrobił-nie chcę się tu wyrażać.....
JA TAK DZIELNIE WALCZĄCA SKAPITULOWAŁAM.....
Strach pomyśleć jak by mnie potraktowano jakbym poszła szczebel wyżej...............
Dzięki Bogu istnieje na tym świecie oprócz NFZ-tu medycyna naturalna..... W TYM WŁAŚNIE MIEJSCU MUSZĘ PODZIĘKOWAĆ TERENI za to że mam możliwość korzystania z jej wiedzy i doświadczenia........ 
Jak dalej potoczyły się moje losy i losy mojego kleszcza :) dowiecie się w następnym poście....ZAPRASZAM.... Chciałbym również dodać, że tytuł nie jest przypadkowy i druga jego część będzie nawiązaniem do następnego wpisu....
POZDRAWIAM JA I MÓJ KLESZCZ:) 

8 komentarzy:

  1. Widzę Basiu, ze mimo wszystko nie opuściło Cię poczucie humoru :)
    Czekam z ciekawością na dalszy ciąg tej tragikomicznej historii.

    Ponieważ od dzieciństwa mam alergię na lekarzy to też postanowiłam zgłębiać dla przyjemności i własnego pożytku naturalne lecznicze sposoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety taka rzeczywistość bez medycyny naturalnej ani rusz. Z perspektywy czasu potrafię się z tego śmiać. Uwierz mi w tamtym momencie kiedy to wszystko się dział nie było mi do śmiechu :) Bardzo miło mi Ciebie gościć. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Brawo bez medycyny naturalnej ani rusz bo jak nas nie zlekceważą to wytruja. Jeżeli chodzi o kleszcze to bardzo często ich nie rozpoznaja albo nie chcą usunąć. Ale dlaczego to nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Wytrują. Coraz więcej się słyszy o podtruwaniu społeczeństwa i na szczęście coraz więcej ludzi ma tego świadomość i podejmuje działania żeby temu się nie poddawać. Pozdrawiam

      Usuń
  3. To jest przerażające, że TACY ludzie mają leczyć ludzi? Jak można pomylić kleszcza z brodawką, to jest wręcz śmieszne :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przerażające ale niestety prawdziwe...:( Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Basiu post rewelacyjny...
    samo życie...
    Znam to....bardzo dobrze...
    pozdrawiam serdecznie
    Irena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie samo życie.... Smutne jest to, że nasza służba zdrowia tak funkcjonuje.... Pozdrawiam:)

      Usuń